Dolina rzeki Tary

Ten post należy do serii: Bałkany 2015
Pokaż więcej postów?

Dolina rzeki Tary urzekła nas swoim pięknem. Otoczona strzelistymi górami, porośniętymi u stóp zielonym lasem, świecącymi gołą skałą ku szczytom, skrywa w dole bystrą, turkusową wodę. Kanion Tary mierzy 82km długości, a w najgłębszym miejscu ma nawet 1300 m głębokości i prawie cały znajduje się na terenie Parku Narodowego Durmitor.  Będąc najdłuższym kanionem Czarnogóry oraz najgłębszym w całej Europie jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO. I słusznie.

Gdy zaczęliśmy planować wyprawę po Bałkanach, most na Tarze był jedną z pierwszych atrakcji, jakie zakreśliliśmy na mapie, oznaczając go jako “must see”. Wówczas spodziewaliśmy się, że zobaczymy stary, fajny, wysoki most. Myśleliśmy, że będą z tego niezłe foty. Most jest bardzo ładny, i owszem, jednak to sam kanion zapiera dech w piersiach. Pierwszy raz zobaczyliśmy go dzięki radzie właściciela naszego hostelu w Zbljaku, który polecił nam wspaniały punk widokowy na dolinę Tary, dodając, że mając samochód terenowy da się tam także zjechać na sam dół kanionu. Pomimo zmęczenia, po całym dniu wędrówek po Durmitorze, zapakowaliśmy Zuzkę do auta i ruszyliśmy. Punkt widokowy mieliśmy zaznaczony na hostelowej, mało dokładnej mapce i nie tak łatwo było do niego trafić Ale udało się. Zuza zasnęła po drodze, a my mieliśmy dwie godziny na spokojne znalezienie punktów widokowych i drogi na sam dół kanionu.

Pierwszy widoczek zaliczyliśmy w Curevacu. Tutaj też kończył się asfalt i zaczynała szutrowa droga wijąca się serpentynami w dół po zboczach gór. Tak! W końcu! Nasz pierwszy prawdziwy off-road! Byliśmy niesamowicie podekscytowani tą wąską dróżką i ciasnymi zakrętami, w których ledwo się mieściliśmy. Przez moment czuliśmy się Panami świata, a Piotrek czuł, że wygrał +1000 do wskaźnika hardcorowości jadąc tą drogą. Do chwili gdy zobaczyliśmy, że lokalesi pomykają tamtędy żwawo starymi VW Golfami. Niemniej, było pięknie i po niecałej godzinie droga dojechała do rzeki Tary i skończyła się na dziedzińcu zamkniętego jeszcze ośrodka / schroniska. Jadąc mijaliśmy domy i gospodarstwa zazdroszcząc mieszkańcom widoków, jakie na co dzień cieszą ich oczy. Można było tam też kupić domową Rakiję i miód.

Na samym dole zrobiliśmy sobie małą przerwę. Zuza obudziła się i domagała jedzenia. Nakarmiliśmy, przewinęliśmy, pochodziliśmy po kamlotach i ruszyliśmy w drogę powrotną. Była jeszcze piękniejsza w świetle zachodzącego słońca.

Kolejnego dnia wyjeżdżaliśmy z Durmitoru i udaliśmy się zobaczyć TEN słynny most na Tarze. Most Đurđevića. Piękny, długi na 365 metrów, w najwyższym punkcie ma 116m i zawisa 172 metry nad wodami rzeki. Musimy przyznać, że zaskoczyło nas, jaki jest wąski. Po jednym pasie w każdą stronę, chodnika brak. Troszkę to doskwiera, bo na moście ruch samochodowy miesza się z pieszym.

W kolejnym wpisie zabierzemy Was do Biogradskiego Parku Narodowego. Największej niespodzianki naszego przejazdu przez Czarnogórę.