Ten post należy do serii: Bałkany 2015
Pokaż więcej postów?

Theth to mała wioska pośród gór przeklędych. Stały punkt większości wypraw off-roadowych do Albanii. Wiedzieliśiśmy więc od początku, że i my tam musimy pojechać. Przygotowując się do wyjazdu dowiedzieliśmy się, że prowadzą tam dwie drogi: ta bardziej uczęszczana SH21 i ta mniej, na około. SH21 dojeżdża do doliny od strony wschodniej i jej większość jest już (ku naszemu wielkiemu rozczarowaniu) asfaltowa. Asflalt jest położony aż do punktu widokowego Belvedere Majet e Shales. Dalej jest zasadniczo dobrej jakości szutrówka. Lokalni jeżdżą tam zwykłymi samochodami. W tym samym czasie co my wjechała tam para Toyotą Yaris. Byliśmy więc nieco rozczarowani. Nadziei na wspaniałe widoki i bardziej off-roadowe doznania dodawał nam plan by wracać drogą okrężną. Byliśmy straszeni, że bardzo długa, że z dzieckiem się nie da, że niebezpieczna, że trzeba mieć osłony na mosty itp itd…

Nasz początkowy plan zakładał, że dojazd do Theth zajmie nam przynajmniej pół dnia. Chcieliśmy tam zjeść obiadokolację, przenocować i kolejnego dnie ruszyć w rzekomo niebezpieczną trasę powrotną. Jednak już o 11.00 byliśmy na miejscu, a o 12.00 byliśmy po pysznym rybnym lunchu. Zdecydowaliśmy więc, że jeszcze tego dnia ruszymy w drogę. Policzyliśmy, że mamy do przejechania 60 km i stwierdziliśmy, że damy radę. Zuzka się wylatała, pooglądała rzekę i koniki, zjadła świeżutkie lokalne ryby i była gotowa do kolejnej drzemki.

Zanim opiszemy drogę powrotna, kilka słów o samym Theth. W największym skrócie – jest tam przepięknie! Mała dolina, otoczona strzelistymi górami. W dole miło szumi wartka rzeka, na brzegach której pasą się konie i krowy. W wiosce jest w sumie może 10 budynków, w tym kościół i szkoła. Raz po raz drogą przejadą jacyś turyści. Jest cicho, spokojnie, sielsko. Generalnie poza cieszeniem się naturą – nic do roboty. Dla chętnych, w okolicy jest kilka wodospadów i jezior, do których prowadzą piesze szlaki. My się nie zdecydowaliśmy z uwagi na małą i chęć zrobienia drogi powrotnej jeszcze tego samego dnia.

Ale nas wystraszyły internety! Miało być długo, strasznie, okropnie i niebezpiecznie. Byliśmy przygotowani, że być może będzie trzeba zawrócić, być może biwakować po drodze. Ruszyliśmy. Nie przejechaliśmy nawet 10 kilometrów, gdy spotkaliśmy dwie polskie terenówki. Jechali tą samą trasą co my i nie byli pewni, w którą stronę jechać. Z jednej z dróg zawróciła ich policja twierdząc, że droga jest zamknięta, druga wydawała się prowadzić zdecydowanie w złą stronę. W ten sposób poznaliśmy Sławka i Krysię oraz Leszka. Przeanalizowaliśmy mapy i zgodnie stwierdziliśmy, że trzeba jechać drogą, z której zawróciła ich policja. Postanowiliśmy też dalej jechać razem.

Nowi kompani podróży trochę nas jednak nastraszyli. Dowiedzieliśmy się, że dosłownie dzień wcześniej, w samym Theth zamordowano podróżującą parę Czechów. Nie znali szczegółów, niemniej staliśmy się bardziej czujni. Tym bardziej cieszyliśmy się też, że przynajmniej najbliższą drogę z powrotem do Szkodry pokonamy wspólnie.

Droga okazała się być niesamowicie malownicza. Zasadniczo nie dało się zgubić, rozjazdy były bardzo rzadko i nie było wyjścia – trzeba było jechać przed siebie. Z jednej strony strzeliste góry, z drugiej głęboka przepaść. Co kilkanaście kilometrów mijaliśmy malutkie, z reguły opuszczone wioski. Nie było widać żywego ducha. Natura i my. Jechało się dość wolno, bo droga miejscami byla bardzo wyboista, dość wąska i przede wszystkim tak malownicza, że co chwila zatrzymywaliśmy się by podziwiać widoki i robić zdjęcia. Jedyną przerażającą rzeczą były stojące na niektórych zakrętach płyty nagrobne z informacją o wypadkach drogowych i ilości ofiar śmiertelnych. Z reguły były to wypadki mini busów, które kiedyś jeździły tą drogą, często za szybko i często były w złym stanie technicznym.

Na wjeździe do Szkodry zastaliśmy bardzo dużo policji i wojska. Później dowiedzieliśmy się, że trwała obława na osobę odpowiedzialną za atak na wspomnianą parę Czechów. Najwyraźniej przestępca był nadal na wolności i ukrywał się gdzieś w dzikich zakamarkach Gór Przeklętych pomiędzy Theth a Szkodrą. Jednoznacznie stwierdziliśmy, że lepiej nie rozważać, co by było, gdybyśmy to my jechali tą trasą dzień wcześniej…