Ten post należy do serii: Bałkany 2015
Pokaż więcej postów?

Z Sarajewa ruszyliśmy do Czarnogóry. Droga wiła się przepiękną doliną wzdłuż rzeki Drina. Asfalt skończył się na moment, tuż przed granicą, ustępując miejsca dobrze utrzymanej szutrówce. Droga była dość wąska, jednak trwają prace, także już niedługo będzie całkiem szeroka i spodziewam się, że także wyasfaltowana do samego końca. Granicę przekroczyliśmy w miejscowości Hum, choć trudno nazwać to miejscowością, bo poza budkami granicznymi nie ma tam zupełnie nic. Przekroczyliśmy rzekę i tak oto znaleźliśmy się w wyczekiwanej przez nas Czarnogórze. Dużo czytaliśmy i wiele słyszeliśmy opowieści o malowniczych Czarnogórskich drogach i muszę przyznać, że już ta pierwsza zrobiła na nas wrażenie. Tradycyjnie jechaliśmy wzdłuż rzeki, tym razem Pivy, podziwiając ilość wykutych w skale tuneli. Tunel czekał na nas niemal za każdym zakrętem, często widać było nawet od razu trzy kolejne.

Po kilkudziesięciu kilometrach dojechaliśmy do zapory na Pivie, za którą otoczony górami rozpościera sie zalew – jezioro Pivskie. Tutaj odbijaliśmy w stronę Durmitoru, tutaj też pożegnaliśmy się z poznanymi na granicy polskimi motocyklistami.

Naszym celem była miejscowość Zabljak, do której prowadziła jedna z najbardziej malowniczych dróg, jaką mieliśmy okazję jechać. Wąziutka, asfaltowa wstążka wije się cudnymi serpentynami przez doliny i przełęcze przecinając Durmitor w poprzek. Jedyne co mogło być trochę lepsze to pogoda – tutaj było na prawdę zimno. Ubraliśmy się w długie spodnie i polary. Początkowo mieliśmy zamiar spać pod namiotem, jednak gdy dojechaliśmy na miejsce dodatkowo zaczęło padać, postanowiliśmy więc zatrzymać się w hostelu.

Kolejnego dnia wybraliśmy się na pieszą wycieczkę dookoła Czarnego Jeziora. Zrobienie pełnej trasy, razem z popasem, zajęło nam jakieś cztery godziny. Po raz pierwszy wsadziliśmy Zuzkę na dlużej do plecaka-nosidła, nieco pełni obaw jak to będzie. Mała była akurat śpiąca i bardzo szybko odpadła na prawie dwie godziny.  Właściciel hostelu powiedział nam także o miejscu, z którego rozciąga się piękny widok na dolinę Tary, a gdzie można także zjechać, szutrową drogą, na sam dół kanionu. O tym więcej w kolejnym wpisie. Wieczorem wybraliśmy się do poleconej przez właściciela hostelu knajpki – Luna, gdzie zjedliśmy przepyszną pieczoną jagnięcinę.

Następnego dnia planowaliśmy przejechać przez granicę z Albanią, ewentualnie zatrzymać się na kempingu zaraz przed granicą. Po drodze zajechaliśmy nad przepiękne Jezioro Diabelskie. Małe, ciemnoturkusowe oczko z białą obwódką ukryte pośród durmitorskich pastwisk. Przeurocze.

O tym gdzie tego dnia dotarliśmy (spoiler alert: nie tam, gdzie planowaliśmy), zachęcamy do czytania w kolejnych wpisach 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *