Froryda I: A1A i St. Augustine

Ten post należy do serii: USA 2017
Pokaż więcej postów?

Z Savannach ruszyliśmy na Florydę. Odwiedziliśmy Welcome Centre na autostradzie w nadziei na kupony zniżkowe na kemping, ale niestety nic nie znaleźliśmy. Dostaliśmy za to po kubku darmowego soku pomarańczowego i poczuliśmy, że słońce rzeczywiście świeci tu jakby mocniej. Jechaliśmy autostradą i zdecydowaliśmy się na szybki nocleg na przydrożnym kempingu Golden Isles RV Resort (24$ ze wszystkimi przyłączami). Dało nam to możliwość podładowania wszystkich baterii i umycia się. Rano szybko zebraliśmy się i ruszyliśmy do St. Augustine – najstarszego miasta w USA. Początkowo planowaliśmy zrobić tam tylko przerwę na obiad, ale w końcu wyszło, że spędziliśmy na miejscu noc. Wszystko dlatego, że postanowiliśmy zjechać z autostrady na piękną drogę A1A biegnącą nad samą plażą wzdłuż północnej i środkowej części wschodniego wybrzeża Florydy. Bardzo polecamy tę drogę. Trzeba co prawda w pewnym momencie zapłacić 10$ (za pojazd o długości powyżej 20 stóp) za przeprawę promową, ale widoki są tego absolutnie warte. Można podziwiać piaszczyste plaże, pelikany szybujące nad drogą, domy stojące na wydmach i żółwie wygrzewające się przy drodze. Co rusz jest jakiś park stanowy albo rezerwat ptactwa i zwierząt, co jakiś czas są też parkingi nad samym morzem. Celowaliśmy w taki parking na przerwę obiadową, ale dzieciaki spały, dobrze się jechało, więc dojechaliśmy aż do St. Augustine. Tam znaleźliśmy park stanowy Anastasia, w którym był też kemping. Kemping był pełny i podobno rezerwacje na nim trzeba robić z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Nie dziwię się, bo znajduje się nad oceanem i ma 4.5 mili piaszczystej plaży. Na szczęście udało nam się tam zanocować – ze względu na nasze małe dzieci strażniczka pozwoliła nam postawić przyczepę na kempingowym parkingu. Cena średnia, bo 22$ bez żadnych wygód. Ale Zuza znów wyszalała się na plaży, zobaczyła niebieską wielką meduzę, a obiad mogliśmy zjeść w cieniu palm przy zadaszonych stolikach. Mogło być gorzej.

Rozważaliśmy, czy miasto zwiedzać jeszcze tego dnia (była już 18.00), czy na spokojnie kolejnego, ale stwierdziliśmy, że pojedziemy już dzisiaj, pochodzimy ciesząc się przyjemnie ciepłym wieczorem, a jeśli poczujemy niedosyt to wrócimy kolejnego dnia. Spacer zaczęliśmy od ogromnej porcji lodów. Wielkie, pyszne i drogie (14$ za dwa lody z dwiema kulkami i jednego z jedną małą, dziecięcą). Skosztowaliśmy też czekoladowego fudge, taki jakby blok czekoladowy, z tą różnicą, że te tutejsze składają się w 150% z cukru i czegoś jeszcze słodszego i są na czekoladowo chyba tylko zabarwione. Nigdy więcej. Zasłodziliśmy się.

Samo St. Augustine ma klimat typowego śródziemnomorskiego miasteczka. Nic dziwnego, zakładali je w końcu Hiszpanie. Niska zabudowa, drewniane balkony. Można tu zobaczyć na przykład najstarszą szkołę w USA. Do tego strzeliste wieże kościołów i kolorowe witraże. Wrażenie zrobił na nas kampus uniwersytecki – mogłabym tak studiować, nie powiem. Zuza, jak zwykle dzielnie chodziła racząc wszystkich dookoła swoją wersją „Hakuna matata”. Jej wersja ma tylko jeden wers powtarzany w kółko. Powtarzany w kółko. Przez cały spacer. Cóż, przynajmniej nie marudzi, że ją nóżki bolą (niezbyt często). Nie wchodziliśmy do żadnych atrakcji, podobnie jak w Savannah po prostu szwędaliśmy się po miasteczku. Wróciliśmy na kemping całkiem usatysfakcjonowani tym, co zobaczyliśmy i zdecydowaliśmy, że kolejnego dnia możemy ruszać dalej.

 

Naszą podróż kontynuowaliśmy drogą A1A. Po południu dojechaliśmy na kemping w pobliżu Kennedy Space Center. Planowaliśmy spanie na dziko, ale niestety dzikie miejscówki z freecampsites.net w tej okolicy okazały się zamknięte dla ruchu. Chyba musimy się pogodzić, że na Florydzie nie pośpimy za darmo. Mam nadzieję, że nadrobimy potem. Wybraliśmy najtańszy kemping z przewodnika Passport America, ze zniżką wyszło 22$ za noc ze wszystkimi przyłączami. Na miejscu jest bardzo miły basen, pralnia, wifi. Do tego w lokalnych bajorkach podobno można zobaczyć aligatory. Zostaniemy tu 3 noce, aby trochę odpocząć, nacieszyć się basenami i na spokojnie zwiedzić pobliskie Kennedy Space Center, które jest naszym głównym celem podróży na Florydę. Ale o tym już w kolejnym poście.

Jedna myśl o “Froryda I: A1A i St. Augustine

  • Jola i Grzegorz 24 kwietnia 2017 at 18:53 Odpowiedz

    Ceny faktycznie zabójcze, ale warto zobaczyć kawałek innego świata i poznać amerykańskie realia. Dziwić się można, bo w USA, przynajmniej z przekazywanych wiadomości w Polsce podjęto działania w walce z otyłością. Trudno będzie to osiągnąć bez zmiany mentalności i dostępu do w miarę taniej zdrowej żywności. Obyście za bardzo nie utyli spożywając taką żywność. Pozdrawiamy, całuski szczególnie duże dla dzieciaków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *