Park Narodowy Mammoth Cave

Ten post należy do serii: USA 2017
Pokaż więcej postów?

Park Narodowy Jaskini Mamuciej chcieliśmy zaliczyć po zachęcającym opisie na jednym z blogów (ale nie możemy sobie przypomnieć na którym!). Do tego był nam zupełnie po drodze. Tutejszy kompleks jaskiń jest podobno najdłuższym na świecie, niestety dla zwiedzających otwarte jest ich zaledwie kilka procent. Zdecydowaliśmy się zostać tam na dwie noce, aby mieć jeden cały dzień na spokojne zwiedzanie. Tak więc wcześnie rano, mniej więcej o 10.00, udaliśmy się do Visitors Centre (w każdym parku jest to centralny punk informacji turystycznej, sprzedaży biletów i startu różnych wycieczek). Wjazd do tego parku narodowego jest darmowy, jednak zakupiliśmy tutaj kartę America the Beautiful (koszt 80$ na auto), aby nie płacić za wstępy do wszystkich kolejnych parków. Ten koszt zwróci się już po 3 wizytach, a na naszej liście mamy ich przecież zdecydowanie więcej. Zdecydowaliśmy się także na wzięcie udziału w dwóch wycieczkach: Mammoth Cave Passage oraz Domes and Dripstones. Warto zanotować, że do żadnej z tutejszych jaskiń nie można zabierać wózków dla dzieci ani nosideł na plecy. Chusty i nosidła na brzuchu są dopuszczalne. Wszystkie wycieczki są organizowane do godzin popołudniowych, ostatnia zaczynała się chyba nawet o 16.45. Mammoth Cave Passage to godzinna wycieczka do Jaskini Mamuciej. Samego chodzenia jest bardzo mało, dosłownie 500 metrów, spokojnie można pójść z dziećmi w każdym wieku. Wstęp do Mammoth Passage kosztuje 7$ za osobę (dzieci do lat 3 za darmo) i naszym zdaniem można ją odpuścić, bo sama Jaskinia Mamucia, owszem jest wielka, ale nie jest jakaś szczególnie spektakularna. Choć trzeba przyznać, że mówiący z bardzo wyrazistym akcentem przewodnik, prawdziwy stereotypowy park ranger, jak z bajki o misiu Jogi, przekazał bardzo dużo ciekawych informacji o historii jaskini. Zrozumieliśmy mniej więcej 1/3 tego, co mówił i i tak był to spory kawałek wiedzy. Byliśmy też pod wrażeniem ogromnego entuzjazmu, z którym przewodnicy podchodzą do turystów i opowiadają po raz tysięczny te same historie i dowcipy.

Wycieczka Domes and Dripstones kosztowała 12$ za osobę i była fenomenalna. Najpierw pojechaliśmy parkowym autobusem, takim samym, jak typowy amerykański szkolny autobus, tylko zielony, do innego wejścia do jaskini. Ta wycieczka zajęła nam jakieś dwie godziny. Szacun dla Zuzi, która większość trasy pokonała samodzielnie, i całe szczęście, bo przejścia były tak wąskie, że nie byłoby opcji zmieścić się w nich z nią na rękach. Dużo było też wąziutkich schodów, gdzieniegdzie coś kapało na głowę. Duże wrażenie zrobiło na nas gdy przewodnik na moment kazał wszystkim wyłączyć latarki i zgasił wszystkie światła w jaskinie. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam tak ciemnej ciemności i tak cichej ciszy. Na sam koniec można się skusić na dodatkowy kawałek trasy – zejście do części nazwanej Frozen Niagara. Warto, stalaktyty, stalagmity i masa innych ciekawych form skalnych tworzą spektakularną jaskinię. Jeżeli ktoś ma dość, na tym etapie trasy może się odłączyć i pójść z drugim przewodnikiem do wyjścia.

Nam na spokojnie udało się w jeden dzień zrobić obie wycieczki. Nawet zdołaliśmy w przerwie wrócić na kempingi i przygotować obiad. Kolejnego dnia skusiliśmy się na spacer dwoma z wielu szlaków pieszych, jakie znajdują się w parku. Pierwszy, bardzo krótki spacer szlakiem Blue River Horseschoe Lookout prowadził do punktu widokowego na zakręt rzeki Blue River. Pół godziny, lekko, miło i przyjemnie. Widok – zły nie jest, ale nie ma co się nastawiać na nie wiadomo co.

Za to drugi spacer szlakiem Cedar Sink polecamy z całego serca. Po pierwsze w połowie kwietnia zaczynają tu kwitnąć kwiaty. Jedyne, jakie umiem nazwać to lilie. Poza tym były takie piękne małe kwiatki kolorów wszelakich: fioletowe, czerwone, żółte. Pewnie tydzień później cała dolina pokryje się dywanem z kwiatów. Po drugie widać tutaj kilka lejów, tzw. sinkholes, czyli miejsc, gdzie skała tworzy stożkowaty dołek, a woda spływając okrężnym ruchem po jego ścianach trafia w końcu w jakąś małą dziurkę i dalej do jaskiń. Widać tu także, jak odłam rzeki Blue RIver wypływa na moment na powierzchnię, by za kilkadziesiąt metrów znów schować się w jaskini. Szlak zajął nam jakieś 2 godziny z dzieciakami i kilkoma przerwami. Jest sporo schodów, trochę chodzenia z górki i pod górkę. Nie jest jakiś trudny, ale czuliśmy go w nogach i plecach. Także Zuza, która przeszła praktycznie cały sama. Janek sobie spokojnie spał w chuście.

Te dwa spacery sprawiły, że poczuliśmy się solidnie głodni. Strażnik parkowy polecił nam, by zaraz za Cedar Springs zajechać do miejscowości Pig, która nazywa się tak najpewniej dlatego, że choduje się tutaj świnie i zjeść obiad w lokalnej knajpie o nazwie Porky Pig, serwującej oczywiście głównie dania z wieprzowiny. Knajpa słynie z kanapki BBQ Pulled Pork (kanapka = buła + masa mięsa) oraz ze smażonej ryby catfish. Zuza pochłonęła rybę, ja kanapkę a Piotrek, ponieważ byliśmy w Kentucky, skusił się na panierowane polędwiczki z kurczaka (czyli kentucky fried chicken). Wszystko było pyszne, tłuste, smażone i czuliśmy, jak zwężają nam się żyły i podnosi poziom cholesterolu. Nie było też strasznie drogo, za trzy dania główne, onion rings, napoje i zupę dla dzieci zapłaciliśmy razem z obowiązkowym 10% napiwkiem 40$.

Jedna myśl o “Park Narodowy Mammoth Cave

  • Jola i Grzegorz 22 kwietnia 2017 at 13:01 Odpowiedz

    Zwiedziliście ciekawe miejsca, sadzę że w programie macie jeszcze wiele innych ciekawych miejsc. Podziw dla Zuzi, która na nogach pokonała trasę zwiedzania. Jasiu widać, że jest zadowolony. Pozdrawiamy, życzymy dużo sił i zdrowia na dalszą podroż i zwiedzanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *