U stóp prastarych olbrzymów: Sequoia i Kings Canyon

Ten post należy do serii: USA 2017
Pokaż więcej postów?

Fresno to ostatnie większe miasto przed dojechaniem do parków narodowych Sequoia i Kings Canyon. Niestety znów musieliśmy zaliczyć tutaj lekarza. Nasze ubezpieczenie już się zwróciło, choć tym razem nie udało nam się wszystkiego załatwić bezgotówkowo. Ale dostaniemy zwrot. We Fresno zrobiliśmy zakupy i po szukaniu lekarza i czekaniu w kolejce zrobiło się już późno, więc zebraliśmy się w stronę Selmy, gdzie spaliśmy na Walmarcie. Zboczyliśmy nieco z drogi, bo szukaliśmy dump station, żeby wylać ścieki oraz kempingu z pralnią. Ten ostatni znaleźliśmy dopiero w Kingsburgu, gdzie dojechaliśmy po noclegu w pobliskiej Selmie już o 10 rano, to nasz rekord. Kemping taki sobie, bardziej dla stałych bywalców niż przyjezdnych, nawet nie było na nim biura. Kosztował nas 20$ dzięki zniżce z Passport America, choć nikt by się nie zorientował gdybyśmy nie zapłacili. Ważne, że miał pralnie, i to całkiem tanią. Do tego było bardzo gorąco, doceniliśmy więc podłączenie do prądu. Największą atrakcją tego miejsca jest sąsiedztwo miejscowości Kingsburg. Jest to szwedzkie miasteczko. Miła szwedzka architektura, fajny plac zabaw. Jasiek niestety nadal kaszlał jak gruźlik, zaliczyliśmy więc też kolejnego lekarza. Polecamy też zjeść tutaj burgery w meksykańskiej knajpce. Stoliki tylko na dworzu, ale burgery chyba najlepsze jakie jedliśmy! Nie pamiętam nazwy, ale są w takim żółtym szwedzko wyglądającym domku. Najlepszy był Twin Burger.

Z Kingsburga ruszyliśmy do parków. Parki Sequoia i Kings Canyon są bardzo blisko siebie i jest do nich jedna opłata wjazdowa (choć my oczywiście nie płaciliśmy nic dzięki karcie America the Beautiful). Park Sequoia słynie oczywiście z gigantycznych, bardzo starych sekwoi, których rośnie w nim bardzo dużo. Rośnie tu największe objętościowo drzewo na świecie – Generał Sherman. Te największe drzewa mają tutaj po 2.5-3 tysiące lat! Robi to wrażenie! Znaleźliśmy kemping przy Millow Creek Road odchodzącej od drogi wjazdowej do parków. Całkiem blisko wjazdu. Droga jest wąska i kręta, dość mocno zjeżdża w dół. Co chwila są przy niej miejsca na nocleg. My pojechaliśmy praktycznie na sam jej dół i znaleźliśmy kemping z toaletą nad strumykiem. Płaski, spokojnie zmieściła się tam nasza przyczepa i przez 3 dni byliśmy na nim sami. Tylko ostatniego dnia przyjechali tu ludzie z quadami. Jedyny jego minus był taki, że droga wjazdowa była mówiąc delikatnie mocno dziurawa, mieliśmy obawy, czy uda się wjechać z przyczepą, ale się udało! Kemping był na terenie Sequoia National Forest (nie National Park) i w całym lesie były znaki informujące o wysokim zagrożeniu pożarowym oraz, że aby rozpalić ognisko, czy nawet grilla (także gazowego) należy mieć specjalne pozwolenie. Pozwolenie dostaje się bez problemu w informacji turystycznej na terenie parku, jest darmowe i ważne do końca roku kalendarzowego. Wypełnia się mały druczek, w którym napisane jest m.in. jak zabezpieczać oraz gasić ogniska. Głównie więc chodzi chyba o to, aby upewnić się, że do każdego dotrze odpowiednia informacja o tym, jak należy się zachować.

W obu parkach spędziliśmy w sumie prawie 3 dni, ale spokojnie mogę sobie wyobrazić siedzenie tutaj tydzień albo dłużej. Jest bardzo dużo szlaków, jedne krótsze, drugie dłuższe. Jest co robić! Pierwszego dnia wybraliśmy się na najbardziej popularny szlak do Generała Shermana. Z parkingu idzie się tam może 15 minut, jest asfaltowa ścieżka. Pod samym Generałem Shermanem jest spory tłok i kolejka do zrobienia sobie zdjęcia z drewnianą tabliczką z nazwą drzewa. Darowaliśmy sobie to konkretne zdjęcie. Na szczęście w koło są inne wielkie sekwoje i robią niemniejsze wrażenie. Zdecydowaliśmy, że od razu wybierzemy się na drugi szlak – Congress Trail. Cały jest dość długi, ale można go sobie skrócić w kilku miejscach. Również nie jest trudny i asfaltowy. Tak nam się spodobał, że odbiliśmy z niego jeszcze dalej i poszliśmy szlakiem do Giant Forest. Tutaj już są leśne ścieżki wijące się pomiędzy olbrzymimi drzewami. Większość sekwoi przeżyła niejeden pożar. Te drzewa są także pod tym względem niesamowite. Ponieważ w składzie ich kory jest dużo tanin, są bardzo odporne na grzyby, robaki i pożary. Nawet pozornie mocno spalona sekwoja żyje dalej. Do tego, pożary są niezbędne, aby sekwoje się rozmnażały i aby rosły nowe. Dla nas jest to nie do końca zrozumiała leśnicza magia, ale tutejsi leśnicy znają się na rzeczy bardzo dobrze i robią pożary kontrolowane, aby pomóc sekwojom. Polega to na tym, że sprzątają las z jak największej ilości łatwopalnych materiałów (typu mech, suche gałęzie, szyszki itp) oraz kontrolują, jak daleko rozprzestrzenia się pożar. W parkach widnieją więc informacje o tym, że w danym obszarze jest pożar kontrolowany i aby go nie zgłaszać. Widać też bardzo wiele miejsc, w których niedawno musiał być pożar. Wszystko to jednak jest naturalną częścią życia sekwoi. Kontrolując pożary tutejsi leśnicy chronią bardzo stare sekwoje przed spaleniem. Niemniej, popodpalane drzewa wyglądają niesamowicie. Jesteśmy pod absolutnym wrażeniem i ten park ląduje na pierwszym miejscu naszych dotychczasowych atrakcji. A to dopiero dzień pierwszy, kolejne oczarują nas jeszcze bardziej. Tego dnia pojechaliśmy jeszcze na przejażdżkę w głąb parku, zobaczyliśmy niesamowitą skałę Moro Rock, na którą nie zdecydowaliśmy się wchodzić, przejechaliśmy tunelem wydrążonym w powalonym pniu oraz wjechaliśmy jednym kołem na Auto Log, inny powalony pień, tak szeroki, że niejeden samochód na niego wjeżdżał. W tym parku niesamowite jest też to, że często obok tych drzew, na tablicach informacyjnych pokazane są stare fotografie, z początku XXw. i te wszystkie powalone drzewa wyglądają na nich dokładnie tak samo! Nawet martwe pnie nie są ruszane przez żadne szkodniki, zachowują się w idealnym stanie, jakby były zakonserwowane.

Kolejnego dnia pojechaliśmy do kolejnego wielkiego drzewa w północnej części parku Sequoia – Generał Grant. Szczerze powiedziawszy, po poprzednim dniu nie robił już aż tak wielkiego wrażenia, aczkolwiek także jest niesamowity. No i jest to najszersze drzewo na świecie. U podstawy ma prawie 40 stóp średnicy (jakieś 9 metrów) Jest tu mniejszy ruch niż przy Shermanie. Jak chcecie zobaczyć tylko jedno, to polecamy Granta. Do tego po drodze do niego leży stara powalona sekwoja, pusta w środku, i można do niej….wejść! Do środka! Dla mnie to absolutna rewelacja, mogłam wejść DO drzewa, nie musiałam się schylać ani nic. To dopiero pozwala poczuć, jak te drzewa są ogromne. I znów, jakieś 150 lat temu w tym drzewie mieszkali pierwsi mieszkańcy tych okolic. I drzewo wygląda teraz dokładnie tak samo, jak wtedy. Po spacerze chcieliśmy pojechać jeszcze do jaskini Crystal Cave, jednak nie mieliśmy biletu i okazało się, że nie zdążymy dojechać na czas, zrezygnowaliśmy więc i zamiast tego pojechaliśmy zrobić sobie piknik nad jeziorem Hume. Sama miejscowość Hume jest mocno zatłoczona, to chyba popularna miejscówka na obozy młodzieżowe. Jest tu też sklep i jakiś barek z jedzeniem. Samo jezioro jest na tyle duże, że spokojnie znaleźliśmy miejsce na piknik, a później niezbyt zatłoczoną plażę, gdzie pojechaliśmy się wykąpać i podziwiać zachód słońca. Było przepięknie!

Ostatniego dnia naszego pobytu pojechaliśmy na szlak idący do Redwood Canyon, by ucieć przed niedzielnym tłumem. Wbrew swojej nazwie nie ma tutaj sekwoi typu redwood, są te zwykłe, tutejsze, jednak pierwsi odkrywcy mylnie nazwali ten kanion i tak już zostało. Na szlak wybraliśmy się z naszym sportowym wózkiem. W dół szło się nawet dobrze, ale było dość strono i wiedzieliśmy, że powrót będzie ciężki. Szlaki są tutaj dość długie, postanowiliśmy więc zrobić tylko fragment jednego z nich, doszliśmy na sam dół kanionu, do strumienia, w którym mogliśmy się ochłodzić i nieco odpocząć. Wzięliśmy ze sobą za mało wody, a było dość gorąco, do tego schodzenie z wózkiem z górki a następnie pchanie go pod górkę nie było łatwe. Piotrek i Stasiek dzielnie się tym zadaniem zamieniali, a ja, żeby im ułatwić pod górkę niosłam Jaśka na rękach. Sam kanion jest piękny, jednak nie tak ładny jak Giant Forest. Jest tu natomiast praktycznie pusto, można odpocząć od tłumów. Bez dzieci z pewnością zrobilibyśmy tutaj cały szlak. Po spacerze pragnęliśmy tylko jednego – jeziora! Pojechaliśmy więc znów na piknik i plażę nad jezioro Hume. Było więcej ludzi, jednak nadal nie był to tłok, jak na Kasprowym latem. Po kąpieli wybraliśmy się na przejażdżkę do Kings Canyon. Chcieliśmy zobaczyć wodospad Grizzlie Falls i pójść na polanę Zumwalt, gdzie podobno można zobaczyć misie. Ależ tu pięknie! Już droga do kanionu zapiera dech w piersiach. Zjeżdża się na jego dół i jedzie wzdłuż rwącej rzeki, cóż za żywioł! Najpierw zaliczyliśmy wodospad Grizzlie Falls – bardzo malowniczy. Następnie jeszcze jeden przed Zumwalt Meadows, także piękny. NIestety zrobiło się tak późno, że nie zdecydowaliśmy się już pójść na szlak na samą polanę Zumwalt. Bardzo żałowaliśmy, zastanawialiśmy się nawet, czy nie zostać tu jeszcze jeden dzień, bo Kings Canyon zrobił na nas nie lada wrażenie! Koniec końców zdecydowaliśmy jednak, że jedziemy spać i kolejnego dnia ruszamy do Yosemite. Wróciliśmy drogą szutrową wzdłuż rzeki, mały offroad. Minęliśmy kila saren i jeleni, niestety żadnego misia. Bardzo chcemy zobaczyć niedźwiedzia, ale jak na razie się przed nami chowają. Cóż, misie nie lubią hałasu, a my mamy Zuzę… Może się nie udać. Próbowaliśmy jeszcze znaleźć sklep, udało się. Byliśmy w nim o 20.58, zamykał się o 21 i niestety nas już nie obsłużono. Głodni pojechaliśmy więc spać do przyczepy. Rano zebraliśmy się i ruszyliśmy na podbój Yosemite.

3 myśli o “U stóp prastarych olbrzymów: Sequoia i Kings Canyon

  • Kaaatepe 19 lipca 2017 at 09:47 Odpowiedz

    Super relacja, brakuje mi tylko zdjęć z kings canyon do pełni szczęścia. 😀☺️

    • Agata Rączewska 22 lipca 2017 at 17:17 Odpowiedz

      Jest kilka, ale spędziliśmy tam zdecydowanie za mało czasu!

  • Szalejka 19 lipca 2017 at 14:23 Odpowiedz

    Drzewo drzewem, ale Jasiek jaki juz dorodny chłopczyk. Cudnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *